Nie ma go, no i co?
Wczoraj moi koledzy z pracy głośno rozprawiali o tym, kto był największym królem Popu. Jedni krzyczeli “ELVIS!” a inni odkrzykiwali “MICHAEL!” …A dziś, z okazji początku weekendu, pozwoliłem sobie poprzerzucać bezcelowo kanały w TV. Zrozumiałem, dla czego się przekomarzali…
Białemu murzynowi zmarło się… no i co???
Nie dalej jak rok temu większość osób, które się na jego temat wypowiadały, mówiły “zboczeniec, niech go w końcu wrzucą do więzienia”. A dziś większość z tych osób płacze. Jakby to był ich ojciec przynoszący do domu jedyną wypłatę.
Jeśli dziś/wczoraj choć na chwilę się zasmuciłeś z powodu śmierci Michaela, to pamiętaj, że na pogrzebie swojego rodzica – tak, tej osoby która w twoim życiu odegrała najbardziej znaczącą rolę – będziesz musiał aż zemdleć ze smutku. Jeśli z powodu Jacksona uroniłeś choć malusieńką łezkę, to na pogrzebie swojej babci będziesz musiał ryczeć,. Bo nie chcesz chyba wyjść na pustego niewolnika TV.
No i w końcu dodam, że wczoraj, 25 czerwca 2009 roku zmarła bardzo ważna osoba. Człowiek, który swoim życiem udowodnił światu, że bez względu na okoliczności można silnie przeć na przód. Udowodnił, że nie trzeba się bać. Pokazał, że odwaga to coś niesamowicie pięknego. Wczoraj zmarł Marek Stałkowski… Dlaczego nikt o nim nie mówi?


Michael Jackson jest moim ulubionym artystą. Jego śmierć to dla mnie koniec pewnego etapu.
Ale z drugiej strony rozumiem twoje rozgoryczenie. To jest tylko jeden człowiek.
Może dlatego, że niewielu wie, kim był Marek Stałkowski. Me included.
“Białemu murzynowi zmarło się… no i co???”
No i nic. Wydał kilka świetnych albumów, kilkanaście (jak nie dziesiąt) rewelacyjnych piosenek, był ikoną popkultury i nie mógł sobie z tym poradzić. Dla jednych był ważny, dla innych był zboczeńcem. Ale niewielu jest chyba na tym świecie ludzi, którzy nie wiedzieliby, kim był. I to, proszę pana Grabka, jest ta ulotna różnica, która dzieli śmierć “białego murzyna” od śmieci Marka Stałkowskiego. Kimkolwiek ten pan jest.
Ludzie szukają sobie idoli. Jedni widzą ich w zasłoniętych kuloodpornymi szybami papamobile, inni na scenie i w TV. Histeria po śmierci JP2 mniej więcej podobne uczucia we mnie wzbudziła, jakie masz teraz. “Białemu staruszkowi w sukience i z dziwną czapką na głowie się zmarło… No i co???”
…śmierć tego z papamobilu mocniej mnie zirytowała. Bo wyłączyli mi Miami Vice i zaczęli puszczać tylko “smutne” rzeczy.
Cholera, masz rację – jakoś wtedy szopka była większa…
Jak ja sie ciesze ze nie ogladam tv…